skip to Main Content

Kryzys i jego moc.

Jakie wrażenie robi na Tobie to słowo? Z czym Ci się kojarzy? Z kryzysem gospodarczym, z krachem na giełdzie, z kryzysem wieku średniego, a może z kryzysem małżeńskim?

Co może wywołać kryzys? Trudne przeżycie, tak zwane doświadczenie graniczne, takie jak śmierć kogoś bliskiego, rozstanie, utrata pracy, a czasem uświadomienie przemijalności wszystkiego, do czego się przywiązujemy relacji, urody, zdrowia…

Szczególnie teraz, kiedy wokół coraz częściej mówi się o kryzysie klimatycznym i końcu cywilizacji stajemy wobec wewnętrznego konfliktu, co zrobić z własnym strachem i bólem? Możemy zamknąć oczy, zracjonalizować i wyprzeć. Możemy znaleźć “winnego” i ulokować nasze uczucia w nienawiści. Możemy wreszcie przyjąć wszystkie swoje uczucia i żyć razem z nimi, najlepiej jak potrafimy.

Kryzys dopada nas często z zaskoczenia, niezależnie od tego ile książek z zakresu psychologii i rozwoju osobistego przeczytaliśmy, ile godzin spędziliśmy na kozetce w gabinecie psychoterapeuty, czy na warsztatach rozwojowych, wpadamy w oko cyklonu, tracimy oddech i grunt pod nogami. Wszystko co dotąd było naszą ostoją, naszym fundamentem traci sens i nie daje już oparcia. Tracimy wiarę w siebie i mamy głębokie poczucie, że zostaliśmy sami i że ten stan będzie trwał już zawsze. Jesteśmy przekonani, że giniemy, rozsypujemy się na kawałki.

Według terapeuty Jona Fredericksona, to nie my giniemy, tylko nasze złudzenia, to nie my rozsypujemy się na drobne kawałeczki, tylko nasze iluzje. Złudzeniami, iluzjami, kłamstwami wypełniamy swój wewnętrzny świat właśnie po to, by nie doświadczać bólu, by nie konfrontować się z prawdą o życiu i o sobie. Kiedy pojawia się kryzys nadal mamy wybór, możemy trzymać się naszych nieprawdziwych obrazów, albo pozwolić sobie na doświadczenie bólu i przyjęcie prawdy. Drugie rozwiązanie wydaje się znacznie trudniejsze ale na dłuższą metę tylko ono ma sens. Tylko konfrontacja z rzeczywistością daje nam szansę na prawdziwe szczęście.

Przyglądnijmy się dla przykładu kryzysowi małżeńskiemu. Niezależnie od bodźca, którym może być zdrada, brak seksu, czy nierówny podział obowiązków, stajemy nagle oko w oko z prawdą, że oto przez te wszystkie lata kochaliśmy wyobrażenie naszego partnera, a nie prawdziwego partnera. Tak, to prawda, że nigdy nie poznamy w pełni drugiej osoby ale tak długo, jak długo jesteśmy jej ciekawi i jesteśmy nastawieni na jej odkrywanie – możemy wspólnie budować naszą relację. Sprawa komplikuje się wtedy, kiedy z góry “wiemy” co on/ona powie, “wiemy” czego on/ona chce, “wiemy” kim on/ona jest. Wtedy przestajemy widzieć i słyszeć prawdziwego człowieka i tworzymy jego fałszywy obraz, który zupełnie nie zakłada całej głębi i zagadki jaką jest drugi człowiek. Łatwo nam ten jednostronny obraz złego człowieka podać dalej, przedstawić znajomym i rodzinie, otrzymać od słuchaczy współczucie i wsparcie… Tylko czy to właśnie o to chodzi? Czy tego potrzebujemy? Wsparcia naszej własnej wizji, w której ktoś jest tym “złym”, a my niewinną ofiarą?

Każdą relację budują co najmniej dwie osoby, co oznacza, że odpowiedzialność za losy tej relacji ponoszą obie strony. Co w sytuacji, kiedy jedna strona stosuje przemoc psychiczną lub fizyczną?
Nie możemy zmienić kogoś, możemy z nim rozmawiać, negocjować, mówić o naszych uczuciach, ale zmienić możemy wyłącznie siebie. Zmienić choćby tak, żeby dać sobie prawo do postawienia granic, do powiedzenia “dość”, a ostatecznie do odejścia. Na początek musimy zobaczyć kim jest nasz partner/partnerka, ten prawdziwy, ta prawdziwa, nie taki jakim chciałybyśmy go widzieć, nie taka, jaką miałem nadzieję mieć u boku.
Kiedy kryzys uderza w nas z pełnym impetem, możemy mimo ogromnego strachu pozwolić sobie na przeżycie bólu  i rozpaczy i na zniszczenie naszych iluzji i złudzeń, możemy uwierzyć, że kiedy fałszywe obrazy spłoną w ogniu prawdy, to zaczniemy żyć na nowo, pełniej i prawdziwiej.

Prawda nas wyzwoli, ale najpierw będzie bardzo bolało.

Czy możemy sami przejść przez ten proces, czy potrzebujemy wsparcia terapeuty?
Z pomocą terapeuty, który zada pytania, przed którymi uciekamy, a jednocześnie będzie dla nas wsparciem, z pewnością będzie łatwiej. Pod jednym wszakże warunkiem, że przyjdziemy do niego bez błędnych oczekiwań. Często bowiem pragniemy głębokiej wewnętrznej zmiany, ale kiedy sięgamy po pomoc terapeutyczną usilnie z tą zmianą walczymy i pragniemy, by osoba postronna potwierdziła kłamstwa, którymi karmimy się od lat.

Na podstawie książki Jona Fredericksona “Kłamstawa którymi żyjemy”.

Helena Pomeroy
(tel: 501196577)